AKTUALNOŚCI

Całonocne na granicznym

icon06/09/2017

Diana

Ponad 20 zawodników przez całą noc wędkowało w Łobzowie. Nad ranem, gdy niektórzy liczyli, że ryba w końcu się pokaże, z nieba lunął deszcz.

26.08. nad jeziorem Granicznym w Łobzowie (gm. Kołczygłowy) Stowarzyszenie Natura przy współpracy z PZW Kołczygłowy zaprosiło na wędkarską rywalizację. Po raz pierwszy odbyły się tam całonocne zawody gruntowe. – Wcześniej organizowaliśmy spławikowe i spinningowe. W ubiegłym roku pojawiła się propozycja, że warto pokusić się na zorganizowanie całonocnych. Wówczas nie wypaliło, ale w tym się udało – mówi Ireneusz Trawicki, prezes PZW „Sum” Kołczygłowy.

O godz. 17.00 do losowania stanowisk przystąpiło 23 wędkarzy. Wśród nich trzech juniorów, którzy zajmowali jedno stanowisko z opiekunem. Większość startujących miała chęć na większe sztuki. Po objaśnieniu zasad zawodów, które przedstawił Krzysztof Pietrzak, prezes Stowarzyszenia Natura, każdy udał się na swoje stanowisko. Wszystkie znajdowały się po wschodniej stronie jeziora. O godz. 18.00 można już było zacząć łowić. Każdy nastawiał się na coś innego. Jednak większość dopasowała zanęty do leszcza i lina. – Na godzinę przed zawodami dowiedziałem się, że lin działa tu na ziemniaka. Poinformowałem kolegę. Ugotował i podzielił się ze mną. To przynęta zapomniana przez wędkarzy. Mam nadzieję, że okaże się skuteczna – tłumaczył Zbigniew Czepanis z Koła Wędkarskiego „Borowe”.

Niektórzy zawodnicy wybrali samotne wędkowanie, inni postawili na doping rodziny, jak Piotr Denka z PZW „Sum” Kołczygłowy. Towarzyszyła mu 4-osobowa ekipa, m.in. żona i szwagier. Z tego samego koła pojawił się też Krystian Mucha z synem Łukaszem. Oboje wędkują od ok. 10 lat. – Mnie wciągnął szwagier, a wtedy ja syna. Uczyłem się poprzez praktykę. Za dziecka jeździłem z dziadkiem i pamiętam, jak łowiło się ruską wędką na kromkę chleba i ryba brała. A teraz? Te wszystkie przynęty, zanęty… Syn jest na pewno bardziej oczytany w tym sprawach. Wszystko można znaleźć teraz w internecie – mówi K. Mucha. – W rodzinie nikt nie wędkował. Ja za dzieciaka złapałem bakcyla i do dziś jestem zapalonym wędkarzem. Co ciekawe nie lubię jeść ryb. Moja rodzina także. Głównie wędkuję na spinning, więc dziś jestem tu dla relaksu i by spotkać się z kolegami. Moją życiówkę wyciągnąłem właśnie z tego jeziora. To metrowy szczupak – mówi Romuald Trzebiatowski z Łubna ze Stowarzyszenia Natura. Opowiedział też jedną z swoim przygód nad wodą. – Pewnego razu miałem ładne branie. Wcześniej widziałem jak w pobliżu, gdzie zarzuciłem przynętę, kręciła się kaczka. Okazało się, że połasiła się na ziemniaka, którego umieściłem na haczyku. Urwała go i poszedł mi cały sprzęt – wspominał z uśmiechem mężczyzna.

Swoimi porównaniami z łowisk na Śląsku dzielił się jeden z zawodników, który niedawno przeprowadził się do Barnowca (gm. Kołczygłowy). – Tu ryby jest zdecydowanie mniej. Tam skąd pochodzę, nikt nie bierze ich do domu. Wszystkie są wypuszczane z powrotem do wody. Tu ryby jest przez to mniej. Ale co śmieszne, gdy mieszkałem jeszcze na południu Polski raz w miesiącu z kolegami z kopalni wybieraliśmy się powędkować nad Bałtyk. Teraz, gdy mieszkam tak blisko, nie zdążyłem jeszcze pojechać. Nawiązałem natomiast kilka znajomości z innymi wędkarzami z tych okolic. Jest z kim wybrać się na połów – tłumaczył.

Jednym z juniorów był 15-letni Krystian Maziarz, który dzielił stanowisko z tatą. Dopingowała go siedząca obok mama. – Łowię 3 lata. Tata uczył mnie stawiać pierwsze kroki w wędkarstwie, więc hobby staje się jakby tradycją rodzinną. Największym okazem, który wyciągnąłem z wody był 76-centymetrowy szczupak. Najbardziej lubię łowić na grunt, więc te zawody są jak najbardziej dla mnie – tłumaczył K. Maziarz z Bożanki (gm. Trzebielino).

Noc upłynęła spokojnie. Brania były raczej słabe. Dopiero nad ranem ryba zaczęła się pokazywać. Nadzieje jednak prysły po godz. 6.00. Wędkarzy zaskoczyła burza z ulewą. Niektórym nie udało się umknąć do samochodów i przemokli do suchej nitki. Pojedyncze osoby pojechały do domu. Organizatorzy postanowili zakończyć zawody o godz. 7.00, czyli 2 godz. przed czasem. Pod wiatą, gdzie spotkali się po zwinięciu i spakowaniu sprzętu, ogrzali się przy herbacie i kawie. Zjedli też ciepły posiłek. Przemoknięci, niewyspani, ale w dobrych humorach wędkarze wracali do domów. – Jesteśmy mile zaskoczeni, że tyle osób przyjechało. Myślimy, by, tak jak Święto Ryby, te zawody stały się naszą imprezą cykliczną. Będziemy ją jednak organizować we wcześniejszym terminie – mówi Krzysztof Pietrzak, prezes Stowarzyszenia „Natura” z Łubna. Ostatecznie w kategorii open zwyciężył Wojciech Kulaszewski, drugie miejsce zajął Edmund Benziger, a trzecie Łukasz Mejer. Wśród młodzików najlepszy okazał się Przemysław Spalik.

banner
banner
banner

ARCHIWUM PDF