AKTUALNOŚCI

Na trasie leśnego patrolu

icon23/04/2017

Diana

Specjalne patrole przeciwpożarowe od ubiegłego roku pilnują lasów Nadleśnictwa Bytów. Z jednym z takich patroli wybraliśmy się w teren.

Zabrali nas Daniel Szczepański i Jerzy Migas. Ruszyliśmy spod siedziby nadleśnictwa przy ul. Szarych Szeregów w stronę Studzienic. Jednak nie szosą, tylko drogami leśnymi. – Prócz patrolowania sprawdzamy też stan leśnego mienia. Odnawiamy oznaczenia dróg pożarowych, tabliczki i podjazdy przy punktach czerpania wody, naprawiamy drobne ubytki w ogrodzeniach i wiele innych. Większość czasu spędzamy w terenie i w razie sygnału alarmowego możemy szybciej dotrzeć na wskazane miejsce – mówi D. Szczepański. Jadąc leśnymi ścieżkami, patrolujący tłumaczą wagę oznaczeń dróg pożarowych. – My te drogi znamy i ich numeracji używamy czasami żeby doprecyzować, o którym oddziale lasu mówimy, rzadziej jako kierunkowskazów. Wytyczenie szlaków i ich dobre oznaczenie jest dla strażaków, którzy mogą tych terenów nie znać, a na błądzenie po lesie ciężkim wozem bojowym w trakcie pożaru nie można pozwolić – tłumaczy J. Migas.

Po kilkunastu minutach jazdy leśnymi drożynami docieramy do pierwszego celu naszego patrolu.

Stajemy na wzniesieniu, tuż obok wieży, a właściwie dostrzegalni przeciwpożarowej. W Nadleśnictwie Bytów są takie dwie. Stalowa nieopodal Gostkowa i ta, betonowa, tu koło Osławy Dąbrowy. Ukończono ją w czerwcu 2012 r. Zastąpiła starą drewnianą konstrukcję.

Wrażenie zrobiła zanim do niej weszliśmy. Betonowa tuba sięga wysoko ponad czubki okolicznych drzew. Na górę prowadzą spiralne stalowe schody. Wspinaczka po nich wymaga wysiłku. Co ciekawe, nie czuje się rosnącej wysokości. Dopiero mijając sporadyczne malutkie okienka na kolejnych piętrach uświadamiamy sobie, jak wysoko jesteśmy. Nasz pierwszy przystanek to taras widokowy. Stalowa konstrukcja jak bańka otacza betonową wieżę. Można wyjść i podziwiać krajobraz, chodząc dookoła. Jeśli ktoś cierpi na lęk wysokości, to właśnie teraz go poczuje. Mimo że taras jest stabilny i zabezpieczony kratami z każdej strony, kolana mogą się ugiąć patrząc na świat z wysokości 48 m przez kratownicową podłogę. Do tego miejsca wieża otwarta jest dla zwiedzających, ale tylko gdy znajduje się w niej pracownik. Wtedy można bez przeszkód wejść i podziwiać piękno okolicy. Do miejsca, gdzie urzęduje obserwator, prowadzi kilka stopni, a później jeszcze drabina do włazu. Pomieszczenie jest nieduże. Przez szyby wpada tam dużo światła, a co ważniejsze, roztacza się szeroki widok. Uwagę zwraca sprzęt do namierzania pożarów. – To luneta na obrotowej podstawie do określania kąta oraz odległości. Po dostrzeżeniu dymu celuję w miejsce, skąd unosi się dym, blokuję obrót i odczytuję, na jakim kącie znajduje się namiar. Co do określania odległości przydaje się doświadczenie. Ja mam już punkty orientacyjne i wedle nich ustalam, jak daleko jest źródło dymu. Te dwie wytyczne podaję do centrali, stamtąd informacja trafia do patrolu, osoby patrolujące mają mapę z zakreślonymi kątami, przykładają linijkę, wyznaczają kierunek i dystans. Dokładniejsze wskazania uzyskujemy, gdy dym widzą dwie dostrzegalnie. Wtedy patrol rusza w miejsce przecięcia linii wytyczonych przez wskazane kąty. Przy obserwacji prócz sprzętu niezbędne są doświadczenie i znajomość okolicy. Przykładowo widzę zza wzniesienia dym. Powinienem to zgłosić, ale wiem, że w tej odległości i na tym kącie stoi dom i ktoś po prostu pali w piecu. Tak samo trzeba się rozeznać, gdzie są miejsca rekreacyjne i ludzie tam grillują albo palą ogniska. Nie ma wtedy co niepokoić centrali, tylko częściej spoglądać w tamtym kierunku, kontrolując sytuację. Pewnego razu dostrzegłem dym, tam gdzie nie stały żadne zabudowania. Określiłem kąt i odległość, po czym zawiadomiłem centralę, a ta będącego niedaleko leśniczego. Kiedy przyjechał na miejsce, skontaktował się ze mną. Doprecyzowaliśmy jego położenie i stwierdziliśmy, że stoi w miejscu, gdzie ja widzę dym, ale tam nic się nie działo. Chwilę nad tym podyskutowaliśmy i wpadliśmy na pomysł, że to para wodna unosząca się z pobliskiego stawku. Leśniczy odjechał kawałek i stwierdził, że teraz też to widzi. Tak przekonałem się, że para na skraju szczytu lasu wygląda dokładnie jak dym. Mimo że jakiś czas już tu pracuję, to co rusz dowiaduję się nowych rzeczy – mówi Józef Daniluk, strażnik na dostrzegalniach od 10 lat.

Po zejściu z wieży ruszyliśmy do punktu czerpania wody przy jeziorze Wieckim. Trzeba sprawdzić, czy oznaczenia nie są zniszczone, a podjazd przez zimę nie rozmókł. – Pilnowanie stanu punktów czerpania wody również należy do naszych obowiązków. Nie do pomyślenia jest sytuacja, gdy czerpiąc wodę w czasie pożaru samochód straży by się zakopał. Dlatego sprawdzamy, czy wymagają dodatkowego utwardzenia – mówi D. Szczepański. Temu przy jez. Wieckim niczego nie brakowało. Tabliczki są w dobrym stanie, tak samo jak podjazd i droga dojazdowa. Możemy wracać do Bytowa. Ale to nie koniec pracy patrolu.

Już pod siedzibą nadleśnictwa sprawdzamy, jak działa przyczepka gaśnicza. Zaczynamy od wytoczenia jej z garażu. Jak się okazało, nie jest tak ciężka jak się spodziewałem. Z zewnątrz nic nie zdradza, do czego tak naprawdę służy. Dopiero po otworzeniu bocznych ścianek widać, że to sprzęt gaśniczy z prawdziwego zdarzenia, 420-litrowy zbiornik na wodę, silnik spalinowy zasilający pompę, wąż do szybkiego natarcia na kołowrotku oraz przewód do mieszania wody ze środkiem pianotwórczym. – Silnik i pompę trzeba co jakiś czas przepalać, żeby się nie zastały. Sprzęt wykorzystujemy do dogaszania tlących się niedopałów i gaszenia ognia w zarodku. Z rozdmuchanym pożarem sobie nie poradzi, ale z takim małym świetnie, a do tego jest bardzo mobilna, można ją podczepić do każdego samochodu z hakiem holowniczym. W zeszłym roku używałem jej kilka razy. Raz dogaszałem pożar ściółki na skraju lasu powstały najpewniej od niedopałka papierosa, gdyż ogień rozszerzał się od strony jezdni i pobocza – mówi J. Migas.

banner
banner
banner

ARCHIWUM PDF