Na produkcję dzikunów skarżą się mieszkańcy Chomic (gm. Bytów). - Zapach jest nie do zniesienia - przekonują. - Robimy co możemy, nawet więcej niż musimy, aby ograniczyć smród - odpowiada przedstawiciel firmy.
Fabryka dzikunów, czyli robaków-przynęt dla ryb, powstała w Chomicach na początku tego roku. Produkcja ruszyła 3 miesiące temu. Wtedy też zaczęły się problemy mieszkańców. - Śmierdzi prawie cały czas. Zależy tylko, w którą stronę wiatr wieje - przekonuje mieszkanka Chomic Lucyna Kaniewska. - Nie można okna otworzyć, bo zapach jest nie do zniesienia. Poza tym pojawiło się u nas pełno olbrzymich much. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Zwożą tutaj padlinę dla robaków. Przedtem w budynku mieściła się stolarnia i nikomu nie wadziła, a teraz nawet w niedzielę nie można grilla rozpalić - denerwuje się mieszkająca w pobliżu firmy L. Kaniewska, dodając, że kilkukrotnie skarżyli się na przedsiębiorstwo. Kobieta przekonuje jednak, że skargi nie poskutkowały.
Przedstawiciel firmy potwierdza, że jego zakład przechodził kontrole. - Powiatowy Lekarz Weterynarii sprawdzał nas i wszystko jest w porządku - zapewnia. Jak tłumaczy, w zakładzie zamontowano specjalny filtr, który ma ograniczyć nieprzyjemny zapach. - Wydaliśmy na niego ponad 50 tys. zł, choć wcale nie mieliśmy obowiązku go montować. Zrobiliśmy to nie tylko dla siebie, ale również dla mieszkańców, aby nie uprzykrzać im życia - wyjaśnia przedstawiciel, tłumacząc zasady działania filtra. Smród z budynku, w którym prowadzona jest produkcja, wypychany jest przez dwie rury, po czym przechodzi przez zwilżoną korę i dopiero wtedy wydostaje się na zewnątrz. - Mechanizm nie likwiduje całego zapachu, ale na pewno poprawia sytuację. Myślę, że o wiele gorzej sytuacja wygląda przy ubojniach czy kurnikach - przekonuje.
Skontaktowaliśmy się również z Powiatowym Lekarzem Weterynarii. Okazuje się, że po jego interwencji zakład zamknięto na ponad miesiąc (od 4.05. do 18.06). - Zażądaliśmy uporządkowania ścian, sufitów i posadzek oraz zabezpieczenia budynku przed owadami i gryzoniami. Ponowna kontrola wykazała, że wykonali zalecenia. Co więcej, we własnym zakresie zdecydowali się na zamontowanie specjalnego filtra - wyjaśnia Anna Sidorowicz. - Sami nie mogliśmy tego od nich żądać, bo nie ma żadnych przepisów określających stężenie jakiegoś nieodpowiedniego dla ludzi zapachu wokół zakładu. Przepisy w tej kwestii nie są zbyt wymagające - rozkłada ręce A. Sidorowicz, dodając, że zakład przeszedł jeszcze jedną kontrolę. 7.07., po wniesionej skardze, firmę odwiedził inspektor weterynarii oraz przedstwiciel Urzędu Miejskiego. - Nie stwierdzono żadnych uchybień - dodaje A. Sidorowicz.
Przedstawiciel firmy zapewnił nas, że postara się usprawnić filtr. - Dołożymy jeszcze dwumetrową warstwę kory oraz nawilżymy ją zapachem waniliowym. Więcej już chyba nie można zrobić. Ale to dopiero w przyszłym roku, bo sezon kończy się za półtora miesiąca - obiecuje.






(2).gif)

