- Kiedyś można było połowić ryby w ciszy i spokoju. Teraz jedni pływają po jeziorze motorówkami, a inni rozstawiają 200-metrowe sieci, w które wpada dzikie ptactwo - skarży się Zbigniew Sokołowski, który od ponad 30 lat mieszka nad jeziorem Boruja Duża w Rekowie.
Kolejny raz wraca sprawa używania sprzętu z silnikiem spalinowym na bytowskich jeziorach. Przeciw sobie stają amatorzy szybkości oraz sportów wodnych i zwolennicy ciszy. - Sąsiedzi odpoczywający nad jeziorem przywożą motorówkę. Zbiornik jest stosunkowo wąski, dlatego tworzone przez nią fale zalewają bawiące się na brzegu dzieci - skarży się Z. Sokołowski. - Nie wiem co się stało, że na jeziorze, na którym kiedyś można było napędzać łódź jedynie silnikiem elektrycznym, teraz można szaleć motorówkami. Przecież, podobnie jak inne akweny w okolicy, to jezioro lobeliowe - mówi rozgoryczony.
- Plagą na tym jeziorze są też rozstawiane przez kogoś potężne, ponad 200-metrowe sieci, które powinny być stosowane tylko przez osoby zajmujące się rybołówstwem zawodowo. Nie wyciągane całymi dniami stają się śmiertelną pułapką dla dzikiego ptactwa. Gdy perkozy wyprowadzają z gniazd młode, te w nich giną. Wiele razy widziałem gnijące ciała ptaków uwięzionych w sieci - mówi Z. Sokołowski.
- Na jeziorze Boruja Mała nigdy nie było zakazu używania sprzętu napędzanego silnikami spalinowymi. Przynajmniej za czasów powiatu. Nigdy też Rada Powiatu nie rozpatrywała takiego wniosku - wyjaśnia Małgorzata Zielonka, pełniąca obowiązki naczelnika wydziału ochrony środowiska, rolnictwa i leśnictwa bytowskiego starostwa. - Podobna sytuacja dotyczy zresztą wszystkich jezior na terenie gminy Bytów. Aby objąć je zakazem, do burmistrza Bytowa należy złożyć odpowiedni wniosek. Dopiero on może wystąpić do Rady Powiatu o podjęcie decyzji w tej sprawie - radzi p.o. naczelnika. Zakaz używania sprzętu motorowego na wodzie obowiązuje jedynie na użytkach ekologicznych, takich jak jezioro Jeleń.







(2).gif)
