Dzisiaj są imieniny: Piotra Sergiusza


http://www.kurierbytowski.com.pl/portal/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/835074201.jpglink
http://www.kurierbytowski.com.pl/portal/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/363432023.jpglink
http://www.kurierbytowski.com.pl/portal/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/737768049.jpglink

Piłka Nożna. Derby dla Bytovi. Fotogaleria. Wideo

Mała sterta śmieci od kilku dni wita zmierzających w kierunku jeziora Jeleń od strony Rzepnicy. O sprawie poinformowała nas zbulwersowana Czytelniczka. - Byłam na przejażdżce rowerowej w okolicach jeziora Jeleń,

Bytów. Samochodem w jednoślad Gmina Tuchomie. Dwie osoby trafiły do szpitala. Wideo Piłka Nożna. Derby dla Bytovi. Fotogaleria. Wideo


 

Holowanie tyłem, czyli szkoda na 25 tys. zł. Film

Email Drukuj PDF

Odszkodowania za zniszczenie Volkswagena Passata podczas odholowywania będzie domagał się od właściciela Wolska-Autokompleks bytowiak Krzysztof Miąskowski.
- Nie wiem, co konkretnie się wydarzyło. Wiem tylko, że do pracy przyjechałem w pełni sprawnym autem. A gdy odbierałem je z parkingu pana Ryszarda Wolskiego, czułem smród spalenizny. Poza tym radio wyrzuciło z siebie płytę CD i przestało działać. Co najważniejsze, samochód nie chciał odpalić - opowiada o wydarzeniu z czwartku 13.08. K. Miąskowski.


Jak tłumaczy mężczyzna, tego dnia rano, jak codziennie, zostawił swój samochód przy ul. Zakładowej i udał się do pracy. - Zatrzymywałem się tam przez półtora miesiąca i nigdy nie było problemów, choć policja często kontrolowała to miejsce. Tym razem jednak dostałem 300-złotowy mandat, a mój samochód odholowano na parking przy ul. Sucharskiego. Mówi się trudno. Nie to jest najważniejsze - opowiada K. Miąskowski. Gdy dowiedział się o zabraniu pojazdu, udał się na komendę policji. Tam zapłacił grzywnę i otrzymał dokument, na podstawie którego mógł odebrać samochód z parkingu R. Wolskiego. - Pojechałem na miejsce, pokazałem dokument i zapłaciłem kolejne 100 zł. Jednak gdy doszedłem do samochodu, zobaczyłem, że z kół unosił się dym! W odległości kilku metrów można było wyraźnie wyczuć swąd spalenizny. Co więcej, gdy wsiadłem i przekręciłem kluczyk w stacyjce, silnik nie odpalił - denerwuje się K. Miąskowski, dodając, że od właściciela parkingu usłyszał, iż prawdopodobnie zadziałało zabezpieczenie samochodu przed kradzieżą albo wyczerpał się akumulator. - Nic nie dały tłumaczenia, że mój samochód nie jest wyposażony w takie urządzenie. R. Wolski chciał natychmiast wypchnąć samochód przed swój zakład. Stwierdził, że w ogóle nie interesuje go, że auto jest zepsute. Ja odpowiedziałem, że nie ma mowy o wypchnięciu i zadzwoniłem po dziewczynę, aby przyjechała i pilnowała samochodu. Chciałem, aby najpierw na miejscu pojazd obejrzał rzeczoznawca, który by potwierdził, że auto zostało zniszczone podczas holowania. Ja natomiast musiałem wracać do pracy, aby zwolnić się do końca dnia. Gdy już odjechałem, pod pozorem przestawienia samochodu w inne miejsce, R. Wolski odholował go za bramę - wyjaśnia mężczyzna, dodając, że zanim udał się do pracy, zadzwonił do niego kolega Łukasz Litwiński.


- Zapytałem Krzyśka, czy jego samochód nie został przypadkiem odholowywany. Bo gdy chwilę wcześniej jechałem ul. Lęborską wydawało mi się, i całkiem słusznie jak się potem okazało, że jego Passat stoi na parkingu podczepiony do lawety. Z silnika w tym czasie unosił się dym. Wokół samochodu stali jacyś mężczyźni i chyba zastanawiali się, co się dzieje - wyjaśnia Ł. Litwiński, który również pojawił się niebawem przy ul. Sucharskiego. W tym czasie auto stało już za bramą zakładu Wolska-Autokompleks. - Czułem tylko smród. Wystarczyło rzucić okiem na klocki i tarcze, aby zobaczyć, że są całkowicie spalone. Swąd unosił się również, gdy podnieśliśmy maskę. Opony także były zniszczone - wylicza mężczyzna. - Mimo to R. Wolski nie przyznał, że cokolwiek się stało. Nie chciał z nami w ogóle rozmawiać. Powiedział tylko, że go to nie interesuje i że mamy zjeżdżać. Kompletne chamstwo! - denerwuje się Ł. Litwiński.


Zupłenie odmiennie sytuację opisuje R. Wolski. - Nikogo nie wypędzałem z parkingu, a wręcz przeciwnie, chciałem pomóc. Ci państwo sami poprosili, aby ich wypchnąć przed parking, bo jak stwierdzili, ma przyjechać elektryk i uruchomić auto. Poza tym spieszyli się do pracy, a ja miałem pilny wyjazd - zapewnia R. Wolski. - Jeśli coś było zepsute, powinni zostać, a ja wezwałbym rzeczoznawcę. Jestem ubezpieczony od takich zdarzeń. Nie powinni sami holować auta - zarzuca R. Wolski.


- To jakiś absurd! Ze strony pana Wolskiego nie padło ani jedno słowo na temat pomocy! Nie wspominał też nic o polisie. Sam ją zdobyłem, gdy odwiedziłem komendę policji. Przecież sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby pan Wolski powiedział: "Panowie, przepraszam. Mogło dojść do uszkodzenia pojazdu z mojej winy. Jestem jednak ubezpieczony od takich wypadków. Ubezpieczyciel pokryje wszelkie szkody" - wyjaśnia K. Miąskowski, dodając, że zastanawiał się nawet nad wytoczeniem R. Wolskiemu sprawy z powództwa cywilnego. - Za kłamstwa i za to, jak nas potraktował. Mam kilku świadków. Na policji usłyszałem na wstępie, że nic mu nie mogą zrobić, bo jest ich podwykonawcą. Dopiero gdy opowiedziałem im historię, dali mi numer polisy i powiedzieli, żebym zadzwonił do ubezpieczyciela. Potrzebowałem także zaświadczenia, że moje auto zostało uszkodzone podczas holowania. Zgodził się dopiero trzeci mechanik. Reszta odmawiała, bo z R. Wolskim współpracuje. Nie dziwię się, że pan Wolski czuje się bezkarnie w Bytowie - denerwuje się K. Miąskowski. - Jeśli jednak nie będzie robił problemów, nie pójdę do sądu. Chcę po prostu mieć znów sprawne auto - zapewnia.


We wtorek 18.08. na zlecenie ubezpieczyciela samochód został przewieziony do mechanika. - Ten orzekł, że auto holowano tyłem na pierwszym biegu. W wyniku tego cały silnik nadaje się do wymiany. Podobnie klocki i tarcze hamulcowe - dodaje K. Miąskowski. R. Wolski obstaje jednak przy swoim. - Samochód nie był na biegu, gdy go holowałem. A policja radziła temu panu, aby wziął lawetę i zawiózł auto do elektryka. On jednak pociągnął samochód na lince wbrew tym zaleceniom. Poza tym gdy samochód był za bramą, próbowali go uruchomić na zapych, a przy tym rodzaju silnika tego się nie robi - mówi R. Wolski.


19.08. przed południem po raz kolejny pojechaliśmy do Wolska-Autokompleksu, tym razem z K. Miąskowskim. Tego dnia auto obejrzał bowiem rzeczoznawca z ubezpieczalni. Potwierdził wcześniejszą ocenę mechanika i stwierdził, że pojazd nadaje się do generalnego remontu. Wstępnie wycenił koszty na 25 tys. zł. Jednak R. Wolski nie przyznał się do winy. Powiedział natomiast, że... takie auto powinno spokojnie przejechać 3 km nawet bez oleju silnikowego - Tak się holuje samochody - skwitował, dodając, że chce być przy kolejnych oględzinach rzeczoznawcy, które zaplanowano na 20.08. R. Wolski uznał bowiem, że ten wycenił szkodę na zbyt wysoką kwotę.


R. Wolski kategorycznie zaprzeczył również, jakoby przeciwko niemu toczyła się w sądzie podobna sprawa. Wiemy jednak, że tego dnia, w którym odholowano auto K. Miąskowskiego, także inny samochód został zabrany z ul. Zakładowej. I w tym przypadku nie obeszło się bez szkód. Zniszczono tłumik. - Właściciel dogadał się jednak z R. Wolskim i ten na własny koszt go naprawił - mówi nasz informator.

 

Zmieniony: poniedziałek, 24 sierpnia 2009 11:03  
 

Panel użytkownika

      Witaj w serwisie internetowym Kuriera Bytowskiego!

        

Reklama

Reklama


Reklama
Reklama




Reklama


Archiwum PDF

Reklama

Online

Naszą witrynę przegląda teraz 59 gości 
       
statystyka