Wyobraźmy sobie taką sytuację - na zewnątrz panują minusowe temperatury, zawiewa śniegiem, ściągamy kurtki, swetry, spodnie i w slipach lub strojach kąpielowych wchodzimy do jeziora. Na samą myśl cierpnie skóra? No właśnie. A taka pogoda to miód na serce morsów.
Niedawno bytowską grupę morsów opisano nawet w pracy magisterskiej. - Pomysł wyszedł ode mnie. Córka martwiła się, o czym napisać. Powiedziała - weź wymyśl coś oryginalnego. No to wymyśliłem. Promotor na temat się zgodził, nasze stowarzyszenie podsunęło materiały - opowiada Edward Wałdoch, tata Kamili, która broniła się ze "Stowarzyszenia morsów jako próby tworzenia środowiska wychowania i stylu życia". - Zaciekawiło mnie, czy wchodzenie do wody zimą naprawdę działa. Chciałam obalić różne stereotypy z tym związane. Poznałam ludzi, którym kąpiele pomogły. W pracy bardziej skupiłam się na stowarzyszeniu, ludziach, aspekcie wychowawczym. Opisywałam głównie morsów z Gdyni - wyjaśnia Kamila.
Więcej w jutrzejszym wydaniu "Kuriera".


(2).gif)


